piątek, 27 września 2013

01.

Oto i jest! :D Pierwszy rozdział Silence, którego nie mogłam się już doczekać. Huh, jestem trochę na siebie zła, że ociągałam się z tym tak długo No bo kurde kilka miesięcy -.- ale najważniejsze że dodany, poprawiony etc. Na początku chciałabym zadedykować rozdział Megan- wiem że wszędzie są błędy ale staram się je poprawiać xD
Sushi- która ma linka do ff i domaga się rozdziałów :D oraz 
Kemi- kocham Cię <3
Życzę miłego czytania, Ellie. 

Następny rozdział- min. 20 komentarzy

                             ***

- Gdzie jest moja spódnica? - Krzyknęłam z pokoju nawołując chłopaka, który zapewne i tym razem wymyślił coś głupiego.
- Ktoś mnie wołał? -  Blondyn Wszedł do pokoju z zaginioną częścią garderoby, która obecnie była nałożona, a może raczej wciśnięta na jego biodra.
- Marny Twój los, jeśli cokolwiek się z nią stanie. - Pogroziłam mu palcem, starając się zachować poważny wyraz twarzy. Chyba to wyczuł, ponieważ odwrócił się i nałożył na  głowę perukę z zeszłego Halloween.
- E? No chyba nie. - Mistrzowsko zmodulował głos udając sąsiadkę mieszkającą dwa domy dalej, za którą nie specjalnie przepadaliśmy. Lekki uśmiech wkradł się na moją twarz, przez co towarzysz zaczął się rozkręcać. - A czy Ty słyszałaś, że Victoria ma nowego chłopaka? No ja nigdy bym nie powiedziała że może chodzić z Tate'm. Masakra jakaś no. - Zaczęłam się strasznie śmiać, każde zdanie pwypowiedziane przez Horana wywoływało kolejną falę śmiechu, zwalającą mnie z nóg. Po chwili nasze głosy zgrały się w jedną całość. Położył się koło mnie na dywanie i nadal się śmiejąc powiedział:
- Sophie?
- Tak?
- Bo ja Ci chyba tą spódnicę pogniotłem. - Widać było że bał się konsekwencji < i słusznie > jednak w jego oczach nadal były iskierki radości. Spokojnie wypuściłam powietrze z ust starając się opanować. - Ja ją wyprasuję...chociaż może lepiej nie... Wiesz co? A może mi ją oddasz? - Uśmiechnął się słodko.
- Wariat. - Stwierdziłam zgodnie z prawdą.
- Ale Twój. - Pochylił się i delikatnie pocałował. Złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie, odwzajemniając pocałunek. Poczułam jak blondyn się uśmiecha lecz po chwili lekko odsuwa. - Dzisiaj?
- Najwyższa pora. - Razem z chłopakiem chcieliśmy oznajmić mojej babci o naszym związku. Nie mieliśmy wątpliwości co do tego czy nas zaakceptuje, poznała Niall'a kiedy jako mały chłopiec przeprowadził się do tego miasteczka. Codziennie bawiliśmy się razem w piaskownicy, podczas kiedy moja opiekunka  wraz z Lily dyskutowały na temat nowych przepisów na ciasta z sezonowymi owocami. Traktowała go jak własnego wnuka, zawsze przyjmując z otwartymi ramionami.
    Zapukałam w drewniane drzwi. Biała farba którą były pokryte łuszczyła się w niektórych miejscach pozostawiając małe ubytki bądź tworząc ciekawy wzór. Spojrzałam na bondyna stojącego obok. Bawił się dzwoneczkami przywiązanymi sznurkiem do
  Moim oczom ukazała się niskiego wzrostu kobieta o ciepłych rysach twarzy. Szare oczy sprawiały wrażenie jeszcze większych, kiedy nałożyła na nos okrągłe okulary w złotych oprawkach. Jej siwe włosy upięte były w staranny kok podpięty ozdobną spinką. 
 - Moje dzieci kochane - uśmiechnęła się radośnie - Tak dawno was nie widziałam - podeszła do nas i mocno objęła ramieniem. 
 - Też się stęskniłem babciu - 



 Zrobiłam ostrożny krok do przodu dotykając wilgotnego podłoża porośniętego trawą, której źdźbła wystawały w przerwach między moimi palcami. Powoli przesunęłam się do przodu, kierując się w obrane wcześniej miejsce.
   Zamknęłam oczy czując podmuch wiatru, który subtelnie muskał moje zarużowiałe policzki. Unosił w sobie woń lata, roznosząc delikatne nuty morskiej bryzy. Szum fal rozbijających się o skały klifu zmieszany z krzykiem mew, rzecz którą znam od zawsze. Zawsze przychodziłam tu z mamą, kiedy wolała zostać w domu zamiast wyjeżdżać do Dublina lub czasem nawet do innego kraju aby załatwiać sprawy firmy. Siedziałyśmy wtedy na moim ulubionym żółtym kocu, który teraz coprawda wygląda nieco gorzej po tych wszystkich wylanych sokach, plamach z porzeczek lub aronii jednak nadal przypomina mi jej uśmiech. Obserwowałyśmy mewy, rzucając im kawałki biszoptów, opowiadałam jej co się dzieje w szkole, jaką dostałam ocenę itd.  Od podjęcia decycji pozostawienia mnie pod opieką babci bardzo się zmieniła. Szare oczy które zawsze były pełne życia, energi a co najważniejsze - radości, zmieniły się w zmęczone życiem. Jeżeli przyjeżdża, o ile ma czas, mówi mi jak bardzo tęskni, jak kocha mnie i tatę, ale ja wiem że ma kogoś. Wiem że Xavier nie jest jej zupełnie obcy. To ten brązowooki włoch nauczył ją spędzania całego tygodnia w biurze, zabierając nawet dni urlopu, zapraszając do jakieś ekstrawaganckiej restauracji. Może zabrzmi to dziecinnie a może nawet głupio ale w tej całej sytuacji wolę tatę. Nie widziałam się z nim od miesięcy ale nadal dostaję od niego listy z przeróżnych zakątków świata. Wysyła je kiedy tylko może, zawsze kiedy ma możliwość.

 - Sophie! Gdzie jesteś? - Siedzę w starej, obszernej dębowej szafie. Poprawiam granatową garsonkę powieszoną na wieszaku, która jako jedyna zapewnia mi jako-takie  ukrycie. - Sophie! - Ponownie słyszę nawołujący głos, który zatacza kręgi w bezpiecznej dla mnie odległości. Chcąc sprawdzić stan sytuacji zerkam przez dziurkę od klucza wypatrując 'intruza'. Zmiana pozycji skutkuje skrzypnięciem drewna. Zastygam w bezruchu. Nagle kroki ucichają. Dookoła panuje cisza przeplatana od czasu do czasu drżącym oddechem oraz nienaturalnym kołataniem serca. Zaciskam powieki wyczulając słuch. 'Czemu nadal nic nie słyszę?' Zaraz... Delikatne szuranie podeszwami butów. Co jak co, ale ten dźwięk znałam doskonale. Uśmiechnęłam się. 
 - Hmm... Gdzie jest Soph... - Męski głos przerwał ciszę stojąc przed drzwiami szafy. Zakryłam usta dłonią, aby uciszyć swój ciężki oddech. Zaraz. Znowu cisza. 
Moja kilka sekund, kiedy drzwi otwierają się z impetem uszkadzając metalowe Zawiszy. - Tu jest! - Pisnęłam zarówno z zaskoczenia jak i radości. 
 - Tato! - oplotłam ramionami mężczyznę, rzucając się mu na szyję. Podniósł mnie przytrzymując silnymi rękoma. 
 - Znalazłem! - zaśmiał się. 
 - Oszukiwałeś! - Zaprzeczyłam, krzyżując 
dłonie na klatce piersiowej oraz unosząc głowę robiąc niezadowoloną minę. 
 - Nie prawda
 - Prawda 
 - Nie 
 - Tak 
 - Jesteś zła? - Spytał z rozbawieniem
 - Owszem - Małe usta przybrały kształt dzióbka, z których wydało się ciche fuknięcie.
 - Hmm.. a co mam zrobić żeby moja księżniczka się uśmiechnęła? 
 - Nie wiem - poczułam jak palce mężczyzny przesuwają się w stronę mojego boku. Delikatny uśmiech przełamywał poważny dotychczas wyraz twarzy. Kilka minut później wiję się ze śmiechu kurczowo trzymając się ramion ojca. 
  - A teraz? - pyta siadając ze mną na fotelu. 
 - Teraz już nie - posyłam najpiękniejszy szczerbaty uśmiech na jaki może stać ośmioletnia dziewczynka. 
   Przyglądam się mu przez moment. Jest ubrany w ciemnozieloną koszulę, szare, opdarte na jednej nogawce jeansy oraz ciężki brązowe trapery. Kasztanowe włosy były zaczesane na jedną stronę, a kilkudniowy zarost podkreślał linię szczęki. Pod koszulą jest schowany miedziany krzyżyk oraz mała zawieszka kotwicy. 
 - Mam coś dla ciebie! - zeskakuję z kolan i podbiegam do fioletowej szkatułki. Wyciągam z niej zawiniątko i z uśmiechem podchodzę do taty. - Zamknij oczy - rozkazuję. Posłusznie wykonuje  moje polecenie, sięgam po jego dużą dłoń i zręcznie zawiązuję mu 'niespodziankę' na supełek. 
 - Już możesz otworzyć - Powoli otwiera oczy oglądając z uśmiechem bransoletkę. Trzy szklane niebieskie koraliki błyszczą na czerwonej wstążce którą kiedyś zabrałyśmy razem z Olivią z koszyka z nićmi i guzikami pani Elen. Unoszę jego nadgarstek pod światło dzięki czemu na kremowej ścianie pojawia się sto kolorów.
 - Rozszczepienie światła białego...sprytnie.. - Z zaciekawieniem przygląda się tańczącym barwom. 
 - Podoba Ci się? - jestem zniecierpliwiona oczekiwaniem na tak ważną dla mnie opinię. 
 - Oczywiście że tak - uśmiecha się. - Już widzę jak wszyscy na promie mi zazdroszczą - mówi z dumą. Prom? Nieznacznie marszczę brwi.
 - Sophie.. 
 - Wyjeżdżasz, prawda? - pytam łamiącym się głosem. - Znowu?
 

   Podkuliłam kolana bliżej przygladając się buzującej wodzie.
  - Będzie ci cieplej - usłyszałam za sobą miękki głos, którego właściciel okrył mnie bluzą. Podniosłam głowę do góry. Horan. Uśmiechnęłam się widząc niebieskie tęczówki. Usiadł obok, przyciągając mnie silnym ramieniem do swojego ciała. Był taki ciepły. Położyłam głowę na jego ramieniu zerkając na jego twarz. Jest piękny. Kilka pieprzyków oraz piegi na policzku są tego dowodem. 

poniedziałek, 24 czerwca 2013

~Prolog



- Horan, dupku złaź ze mnie!- krzyknęła blondynka zrzucając przyjaciela na podłogę. Oboje wybuchli głośnym śmiechem.
- A ty może sobie tak nie pozwalaj, co?
- Niby czemu? - droczyła się.
- Bo jestem starszy! - uderzył ją lekko poduszką wywołując kolejną falę śmiechu u dziewczyny.

***

 Mieszkałam u swojej babci, zaraz po tym jak  rodzice wyjechali do pracy. Mały domek w Mullingar został zamieszkany przez 8-letnią wówczas dziewczynkę. Dwa blond warkoczyki podskakiwały, kiedy biegłam przez polną ścieżkę bawiąc się z psem. Parę miesiecy później naprzeciwko białego domku porośniętego bluszczem wprowadził się niebieskooki irlandczyk. Od kilku dni patrzyłam jak bawisz się sam w piaskownicy, oraz jak pomagasz rodzicom w domowych porządkach.


I find shelter in this way, under cover, hide away.


Ta sama szkoła, jednak inni ludzie. Z każdej strony wymagali czegoś innego, lecz my trzymaliśy  się razem. Zawsze.

Can you hear when I say I have never felt this way

Pierwszy pocałunek, randka. Wszystko przypominało scenariusz z jakiegoś filmu romantycznego. Pamiętam jak stresowałeś się, kiedy po raz pierwszy zaprosiłeś mnie na randkę.  Poszliśmy do lasu, wtedy wszystko sobie powiedzieliśmy. Nie wiem, czy spowodowały to emocje, czy może nadszedł czas. Jak myślisz? Wszystko nam się pięknie ułożyło. Byliśmy nierozłączni. Ludzie się z nami droczyli, a czasami po prostu byli złośliwi. Kiedyś poszliśmy do mnie do domu, a ty zeżarłeś wszystkie pierogi zrobionę przez moją babcię.  Było pięknie. Aż do tamtego dnia.


Maybe I had said something that was wrong Can I make it better with the lights turned on

Wyjeżdżaliśmy do Londynu. Byliśmy już pełnoletni. W sumie...nadal jesteśmy. Od tamtego dnia minęły trzy miesiące. Skąd wiem? Odliczam. Każdy dzień bez Ciebie jest jak kolejny dzień bez powietrza. Byłeś moim powietrzem i nadal nim jesteś, mimo, że tak owego już nie porzebuję.  Pamiętam muzykę w samochodzie i twój ciepły śmiech poprzezdzony pięknym uśmiechem. Pamitam jak bardzo skupiony byłeś na drodze i jak bezpiecznie się poruszałeś. Jednak wystarczyła sekuunda, aby wszystko zmieniło się w pył. Trzask, pisk opon. Potem dźwięk ambulansu, przytłumione rozmowy, sprzęt aparatur, płacz, a potem...potem była już tylko cisza.

Maybe I had said something that was wrong Can I make it better with the lights turned on

Zapewne się spytasz gdzie jestem. A może wiesz? Jestem obok Ciebie. W każdym momencie. Jestem przy każdym centymetrze kwadratowym twojego ciała. Jestem przy tobie i patrze jak podczas snu oddychasz. Możesz mi zaufać, ale i tak wiem, że mnie czujesz. Czujesz moją obecność i to mnie cieszy. Może zorienowałeś się już, że nadal jestem, jednak należę do zupełnie innego świata. Jestem tą samą Sophie, którą poznałeś w wieku ośmiu lat, jestem tą samą egoistyczną dziewczyną, która w szkole nie chciała Ci pożyczyć kolorowego mazaka. Jestem tą dziewczyną, której jako pierwszej wyznałeś miłość i którą nadal kochasz. Ja też Cię kocham, ale muszę Ci coś powiedzieć.

Drogi Niallu, wybacz, ale nie możemy żyć już razem. Nie teraz. Te dwa światy są połączone, są jak bańka mydlana, jednak jeżeli natknie się na najmniejszą przeszkodę- pęka. Dlatego i my, musimy przerwać tę miłość, o której żadne z nas nie zapomni.

***

Dwa światy

Jedno uczucie.