Sushi- która ma linka do ff i domaga się rozdziałów :D oraz
Kemi- kocham Cię <3
Życzę miłego czytania, Ellie.
Następny rozdział- min. 20 komentarzy
***
- Gdzie jest moja spódnica? - Krzyknęłam z pokoju nawołując chłopaka, który zapewne i tym razem wymyślił coś głupiego.
- Ktoś mnie wołał? - Blondyn Wszedł do pokoju z zaginioną częścią garderoby, która obecnie była nałożona, a może raczej wciśnięta na jego biodra.
- Marny Twój los, jeśli cokolwiek się z nią stanie. - Pogroziłam mu palcem, starając się zachować poważny wyraz twarzy. Chyba to wyczuł, ponieważ odwrócił się i nałożył na głowę perukę z zeszłego Halloween.
- E? No chyba nie. - Mistrzowsko zmodulował głos udając sąsiadkę mieszkającą dwa domy dalej, za którą nie specjalnie przepadaliśmy. Lekki uśmiech wkradł się na moją twarz, przez co towarzysz zaczął się rozkręcać. - A czy Ty słyszałaś, że Victoria ma nowego chłopaka? No ja nigdy bym nie powiedziała że może chodzić z Tate'm. Masakra jakaś no. - Zaczęłam się strasznie śmiać, każde zdanie pwypowiedziane przez Horana wywoływało kolejną falę śmiechu, zwalającą mnie z nóg. Po chwili nasze głosy zgrały się w jedną całość. Położył się koło mnie na dywanie i nadal się śmiejąc powiedział:
- Sophie?
- Tak?
- Bo ja Ci chyba tą spódnicę pogniotłem. - Widać było że bał się konsekwencji < i słusznie > jednak w jego oczach nadal były iskierki radości. Spokojnie wypuściłam powietrze z ust starając się opanować. - Ja ją wyprasuję...chociaż może lepiej nie... Wiesz co? A może mi ją oddasz? - Uśmiechnął się słodko.
- Wariat. - Stwierdziłam zgodnie z prawdą.
- Ale Twój. - Pochylił się i delikatnie pocałował. Złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie, odwzajemniając pocałunek. Poczułam jak blondyn się uśmiecha lecz po chwili lekko odsuwa. - Dzisiaj?
- Najwyższa pora. - Razem z chłopakiem chcieliśmy oznajmić mojej babci o naszym związku. Nie mieliśmy wątpliwości co do tego czy nas zaakceptuje, poznała Niall'a kiedy jako mały chłopiec przeprowadził się do tego miasteczka. Codziennie bawiliśmy się razem w piaskownicy, podczas kiedy moja opiekunka wraz z Lily dyskutowały na temat nowych przepisów na ciasta z sezonowymi owocami. Traktowała go jak własnego wnuka, zawsze przyjmując z otwartymi ramionami.
Zapukałam w drewniane drzwi. Biała farba którą były pokryte łuszczyła się w niektórych miejscach pozostawiając małe ubytki bądź tworząc ciekawy wzór. Spojrzałam na bondyna stojącego obok. Bawił się dzwoneczkami przywiązanymi sznurkiem do
Moim oczom ukazała się niskiego wzrostu kobieta o ciepłych rysach twarzy. Szare oczy sprawiały wrażenie jeszcze większych, kiedy nałożyła na nos okrągłe okulary w złotych oprawkach. Jej siwe włosy upięte były w staranny kok podpięty ozdobną spinką.
- Moje dzieci kochane - uśmiechnęła się radośnie - Tak dawno was nie widziałam - podeszła do nas i mocno objęła ramieniem.
- Też się stęskniłem babciu -
Zrobiłam ostrożny krok do przodu dotykając wilgotnego podłoża porośniętego trawą, której źdźbła wystawały w przerwach między moimi palcami. Powoli przesunęłam się do przodu, kierując się w obrane wcześniej miejsce.
Zamknęłam oczy czując podmuch wiatru, który subtelnie muskał moje zarużowiałe policzki. Unosił w sobie woń lata, roznosząc delikatne nuty morskiej bryzy. Szum fal rozbijających się o skały klifu zmieszany z krzykiem mew, rzecz którą znam od zawsze. Zawsze przychodziłam tu z mamą, kiedy wolała zostać w domu zamiast wyjeżdżać do Dublina lub czasem nawet do innego kraju aby załatwiać sprawy firmy. Siedziałyśmy wtedy na moim ulubionym żółtym kocu, który teraz coprawda wygląda nieco gorzej po tych wszystkich wylanych sokach, plamach z porzeczek lub aronii jednak nadal przypomina mi jej uśmiech. Obserwowałyśmy mewy, rzucając im kawałki biszoptów, opowiadałam jej co się dzieje w szkole, jaką dostałam ocenę itd. Od podjęcia decycji pozostawienia mnie pod opieką babci bardzo się zmieniła. Szare oczy które zawsze były pełne życia, energi a co najważniejsze - radości, zmieniły się w zmęczone życiem. Jeżeli przyjeżdża, o ile ma czas, mówi mi jak bardzo tęskni, jak kocha mnie i tatę, ale ja wiem że ma kogoś. Wiem że Xavier nie jest jej zupełnie obcy. To ten brązowooki włoch nauczył ją spędzania całego tygodnia w biurze, zabierając nawet dni urlopu, zapraszając do jakieś ekstrawaganckiej restauracji. Może zabrzmi to dziecinnie a może nawet głupio ale w tej całej sytuacji wolę tatę. Nie widziałam się z nim od miesięcy ale nadal dostaję od niego listy z przeróżnych zakątków świata. Wysyła je kiedy tylko może, zawsze kiedy ma możliwość.
- Sophie! Gdzie jesteś? - Siedzę w starej, obszernej dębowej szafie. Poprawiam granatową garsonkę powieszoną na wieszaku, która jako jedyna zapewnia mi jako-takie ukrycie. - Sophie! - Ponownie słyszę nawołujący głos, który zatacza kręgi w bezpiecznej dla mnie odległości. Chcąc sprawdzić stan sytuacji zerkam przez dziurkę od klucza wypatrując 'intruza'. Zmiana pozycji skutkuje skrzypnięciem drewna. Zastygam w bezruchu. Nagle kroki ucichają. Dookoła panuje cisza przeplatana od czasu do czasu drżącym oddechem oraz nienaturalnym kołataniem serca. Zaciskam powieki wyczulając słuch. 'Czemu nadal nic nie słyszę?' Zaraz... Delikatne szuranie podeszwami butów. Co jak co, ale ten dźwięk znałam doskonale. Uśmiechnęłam się.
- Hmm... Gdzie jest Soph... - Męski głos przerwał ciszę stojąc przed drzwiami szafy. Zakryłam usta dłonią, aby uciszyć swój ciężki oddech. Zaraz. Znowu cisza.
Moja kilka sekund, kiedy drzwi otwierają się z impetem uszkadzając metalowe Zawiszy. - Tu jest! - Pisnęłam zarówno z zaskoczenia jak i radości.
- Tato! - oplotłam ramionami mężczyznę, rzucając się mu na szyję. Podniósł mnie przytrzymując silnymi rękoma.
- Znalazłem! - zaśmiał się.
- Oszukiwałeś! - Zaprzeczyłam, krzyżując
dłonie na klatce piersiowej oraz unosząc głowę robiąc niezadowoloną minę.
- Nie prawda
- Prawda
- Nie
- Tak
- Jesteś zła? - Spytał z rozbawieniem
- Owszem - Małe usta przybrały kształt dzióbka, z których wydało się ciche fuknięcie.
- Hmm.. a co mam zrobić żeby moja księżniczka się uśmiechnęła?
- Nie wiem - poczułam jak palce mężczyzny przesuwają się w stronę mojego boku. Delikatny uśmiech przełamywał poważny dotychczas wyraz twarzy. Kilka minut później wiję się ze śmiechu kurczowo trzymając się ramion ojca.
- A teraz? - pyta siadając ze mną na fotelu.
- Teraz już nie - posyłam najpiękniejszy szczerbaty uśmiech na jaki może stać ośmioletnia dziewczynka.
Przyglądam się mu przez moment. Jest ubrany w ciemnozieloną koszulę, szare, opdarte na jednej nogawce jeansy oraz ciężki brązowe trapery. Kasztanowe włosy były zaczesane na jedną stronę, a kilkudniowy zarost podkreślał linię szczęki. Pod koszulą jest schowany miedziany krzyżyk oraz mała zawieszka kotwicy.
- Mam coś dla ciebie! - zeskakuję z kolan i podbiegam do fioletowej szkatułki. Wyciągam z niej zawiniątko i z uśmiechem podchodzę do taty. - Zamknij oczy - rozkazuję. Posłusznie wykonuje moje polecenie, sięgam po jego dużą dłoń i zręcznie zawiązuję mu 'niespodziankę' na supełek.
- Już możesz otworzyć - Powoli otwiera oczy oglądając z uśmiechem bransoletkę. Trzy szklane niebieskie koraliki błyszczą na czerwonej wstążce którą kiedyś zabrałyśmy razem z Olivią z koszyka z nićmi i guzikami pani Elen. Unoszę jego nadgarstek pod światło dzięki czemu na kremowej ścianie pojawia się sto kolorów.
- Rozszczepienie światła białego...sprytnie.. - Z zaciekawieniem przygląda się tańczącym barwom.
- Podoba Ci się? - jestem zniecierpliwiona oczekiwaniem na tak ważną dla mnie opinię.
- Podoba Ci się? - jestem zniecierpliwiona oczekiwaniem na tak ważną dla mnie opinię.
- Oczywiście że tak - uśmiecha się. - Już widzę jak wszyscy na promie mi zazdroszczą - mówi z dumą. Prom? Nieznacznie marszczę brwi.
- Sophie..
- Wyjeżdżasz, prawda? - pytam łamiącym się głosem. - Znowu?
Podkuliłam kolana bliżej przygladając się buzującej wodzie.
- Będzie ci cieplej - usłyszałam za sobą miękki głos, którego właściciel okrył mnie bluzą. Podniosłam głowę do góry. Horan. Uśmiechnęłam się widząc niebieskie tęczówki. Usiadł obok, przyciągając mnie silnym ramieniem do swojego ciała. Był taki ciepły. Położyłam głowę na jego ramieniu zerkając na jego twarz. Jest piękny. Kilka pieprzyków oraz piegi na policzku są tego dowodem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz